Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

W czym rodzić? Jak się ubrać do porodu? Co wziąć ze sobą do szpitala? Wszystkie te pytania krążyły w mojej głowie już w połowie ciąży. W końcu jednak podjęłam decyzję!

Zacznijmy od początku, czyli tego, że przez całe życie myślałam, że bez różnicy w czym urodzę moje dziecko. Tak naprawdę to nie poświęcałam temu tematowi zbyt wielu myśli. Przecież dziecko i tak się urodzi. Myśląc o innych rodzących kobietach zawsze widziałam je w szpitalnej koszuli z rozcięciem z tyłu. To było takie normalne. Dopóki sama nie zaczęłam przygotowywać się na tę sytuację. Postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu w czym rodzą kobiety.

Internet podzielony jest na dwa obozy – kobiet, które uważają, że im brzydsza koszula do porodu tym lepiej (w końcu i tak planują ją wyrzucić) oraz tych, którym nie jest wszystko jedno w czym rodzą.

Ja zdecydowanie zaliczam się do drugiej grupy i chociaż rozumiem argumenty pierwszej, to udało mi się znaleźć rozwiązanie, dzięki któremu te argumenty przestają istnieć. Znalazłam idealną sukienkę porodową.

Wyszukując koszule porodowe np. na allegro narażamy się na estetycznego doła – wielkie misie na brzuchu, serduszka, kwiatki i inne infantylne obrazki. Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe, przecież rodzące są zazwyczaj dorosłymi kobietami. Niektóre mają więcej niż 40 lat. Widziałam w szpitalu Panią w tym wielku w koszuli z wielkim misiem. Nie mam nic przeciwko temu, każdy ubiera się tak jak chce. Jednak ja nie chcę! Do tego wszystkie te koszule to rzeczy naprawdę słabej jakości i są na tyle krótkie, że ledwo zasłaniają tyłek.

Cały czas chcę wyglądać ładnie i estetycznie, pisałam Wam o tym, że  jako matka ubieram się na czarno. Chociaż kocham moje spodnie od piżamy w jednorożce pierdzące tęczą, to jednak są sytuacje w których dużo lepiej czuję się ubrana bardziej klasycznie.

Uważam, że pobyt w szpitalu, ciągłe badania wiadomo czego i cały poród to często sytuacje powodujące lekki dyskomfort i niestety czasem wpływające negatywnie na nasze poczucie godność. Kiedyś czytałam wywiad z lekarzem, który mówił, że przestał patrzeć na swoją żonę jak na kobietę gdy zaczął ją leczyć i zobaczył w tej koszuli dla pacjentów. Była przed nim taka naga, bezbronna. Wszystko zrzucał na tę koszulę. Oczywiście nie zależy mi, żeby jakikolwiek lekarz patrzył na mnie inaczej niż na pacjenta, chodzi o to jak ja się czuję i jak ja widzę siebie.

 

Po długich poszukiwaniach odkryłam GranatOVO. Czyli sukienkę stworzoną przez dwie dwieczyny, które łącznie urodziły czworo dzieci. Mając doświadczenie stworzyły niesamowitą sukienkę do porodu, którą możemy wykorzystywać później jeszcze długo w trakcie karmienia piersią.

Granatovą charakteryzuje to, że jest właśnie w granatowym kolorze, na którym nie widać żadnych zabrudzeń czy wilgoci. Jest z grubego, dobrej jakości materiału, dzięki czemu jest wygodna i pięknie się układa w kształ bombki. Ma kieszenie na telefon czy inne drobiazki co przydaje się również później w domu. Cały tył sukienki jest zapinany na zatrzaski, dzięki czemu nie ma problemu z podaniem znieczulenia w trakcie porodu czy ze zdjęciem koszuli bez wstawania z łóżka czy siadania. Dodatkowo koszula na samej górze pleców na dwie tasiemki, które można zawiązać w kokardkę i przy okazji podwiązać dolną część sukienki, żeby mieć cały czas odsłonięte plecy jeśli zajdzie taka potrzeba. Przy dekolcie znajduje się rozpinana klapa, która jest podszyta materiałem w fajne wzorki, również zapinana na zatrzaski i magnesy. Magnesy przydają sie głównie w nocy gdy po karmieniu wystarczy po prostu przyłożyć poły klapy do siebie i już nie musimy świecić biustem. W jednej mojej sukience, magnes został wyrwany w trakcie suszenia w suszarce bębnowej, wiec trzeba na to uważać. Odpinana klapa przydaje się też w trakcie kangurowania od razu po porodzie.

Dla mnie wielką zaletą Granatovej jest jej długość – sięga mi idealnie do kolana oraz fajny bombkowy krój i delikatne rękawki.

Ta sukienka nadaje się żeby chodzić w niej po domu i nie martwić się, że ktoś nas nagle odwiedzi, a my jesteśmy „takie nieubrane”. Jest to szczególnie praktyczne w pierwszych miesiącach życia naszego noworodka.

Będąc w szpitalu wiele osób z personelu medycznego zwróciło uwagę na sukienkę, którą miałam na sobie. Usłyszałam dużo komplementów, czyłam się w niej świetnie. Zdecydowałam się kupić dwie sukienki z założenia jedną do porodu, drugą, żeby się od razu przebrać. Sukienka po porodzie została wyprana i teraz nadal w niej śpię! Nawet spałam w niej dzisiaj, dlatego pomyślałam, żeby Wam o niej napisać.

Poniżej możecie zobaczyć mnie od razu po porodzie jak robię nam pierwsze rodzinne selfie. Sukienka prezentuje się super, prawda? :)

Sukienkę możecie kupić w sklepie granatOVO. Jej cena to 159zł, jednak pamiętajcie, że jest to zakup na cały okres karmienia, a ja praktycznie żyłam w tych sukienkach przez kilka pierwszy miesięcy.

granatova sukienka do porodu

selfie po porodzie

 

A tutaj możecie zobaczyć jak fajnie sukienka sprawdziła się w trkacie karmienia. Na tym zdjęci Basia ma kilka godzin :)

granatovo