Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

W końcu tu dotarliśmy – nasza wymarzona Australia. Od wielu lat planowaliśmy tu przylecieć, raz nawet mieliśmy bilety! Niestety zostały anulowane przez linię lotniczą bo kupiliśmy je wyjątkowo okazyjnie. Na szczęście, tym razem pomimo zakupu w całkiem dobrej cenie bilet dostaliśmy i udało nam się przylecieć na ten odległy kontynent.

Od razu wiedzieliśmy, że nie będziemy się tylko lenić na plaży czy spacerować brzegiem oceanu. Chcieliśmy zrobić ROAD TRIPA, a jeśli road trip to musi być namiot!

Podróżując po Świecie staramy się nocować w ciekawych miejscach, pokazywałam Wam nasze TOP 5 Airbnb, w których byliśmy. Chcemy, żeby nocleg sam w sobie był przeżyciem, nie tylko nudnym położeniem się spać.

CAMPING W AUSTRALII? Szaleństwo!

Po pierwsze, co oczywiście pojawiło się od razu w komentarzach na Instagramie, musimy pogadać o robalach. Wszyscy wiedzą, że w Australii żyją różne robaki, część z nich jest jadowita. Jednak już nie wszyscy wiedzą, że w różnych rejonach są różne zagrożenia, a w niektórych jest ich dużo mniej niż w innych. My na swoją wycieczkę wybraliśmy Australię Zachodnią, Perth i okolice. Najgroźniejszego pająka, który tutaj występuje spotkaliśmy już na drugi dzień po przyjeździe i powiem szczerze – nie zrobił na mnie wrażenia. Jest jadowity, ale nieduży i łatwo przewidzieć gdzie może się pojawić. Dzięki temu, że zatrzymaliśmy się u znajomych, którzy mieszkają tutaj już kilka lat dostaliśmy od nich jasne instrukcje.

Jednak nawet mnie to zaskoczyło jak mało robactwa było na tym campingu, spotkałam tylko jednego żuka, który i tak okazał się być martwy. Żadnych mrówek, pająków itp. Podejrzewam, że stosują tam środki zapobiegawcze, możliwe, że również chemiczne. Musimy pamiętać, że strach jest w naszej głowie, a ja po kilku dniach w Perth przełamałam się i spacerowałam sobie nocą po polu campingowym niemalże bez stresu. (Przyznaję, że wypatrywałam ogromnych pająków czy nie biegają gdzieś w ciemności, tak jak miało to miejsce w Gwatemali, jednak nic takiego nie zauważyłam).

glamping

Idea glampingu.

Glamping powstał z połączenia słów GLAMOUR (po polsku przepych, splendor, blask) i CAMPING czyli starego dobrego spania na łonie natury. W założeniu namioty, w których śpimy są na wypasie, najlepiej z fairylight czyli lampkami choinkowymi, które nadają klimatu, wygodnym łóżkiem i ozdobami wnętrza, a nawet wycieraczką.

 

Glamping wcale nie musi być pod namiotem, może to być camper (o takiej wycieczce marzę od dawna!) czy przyczepa kempingowa. Wszystkie sposoby dozwolone, bo najważniejsze to po prostu się odłączyć.

 

offline

 

 

Boogalo.

My wybraliśmy glamping Boogalo. Przejeżdżaliśmy obok niego w trakcie naszej wycieczki objazdowej po niewielkim kawałku Australii Zachodniej. A skoro już wiecie, że lubimy kolekcjonować wspomnienia z fajnych miejsc, to na pewno nie zdziwi Was to, że po prostu nie mogliśmy się powstrzymać przed zatrzymaniem się tam choćby na jedną noc.

Namioty stoją tam rozłożone na stałe, przy  australijskiej pogodzie praktycznie nie ma potrzeby by je składać zimą. Z zewnątrz namiot ozdobiony był chorągiewkami, przed wejściem znajdowała się wycieraczka. Wszystko zupełnie jak z Pinteresta.

W środku znaleźliśmy bardzo wygodny materac, a na nim kolorową pościel.

biwak (2 of 2) biwak (1 of 2)

 

Całość tworzyła niesamowity, przytulny i radosny klimat. Basia była zachwycona szczególnie lampkami owiniętymi wokół drążka podtrzymującego namiot (były na baterie, bo w samym namiocie nie ma prądu). Podobało jej się też to, że mogła bez problemu wejść na „łóżko”.

Toalety chociaż wspólne i znajdujące się na końcu pola namiotowego wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ktoś kto w środku kontenera wyłożył podłogę drewnem, wstawił eleganckie umywalki i duży prysznic wiedział co robi! Poczułam się glam, chociaż od kolejki czekających na skorzystanie z toalety ludzi oddzielał mnie kawałek falowanej blachy.

Na środku campingu znajduje się duże drzewo, a pod nim umywalka na pompę, grill i kilka stolików. Skorzystaliśmy z nich następnego dnia jedząc śniadanie i chociaż lepiły się od brudu, co zdecydowanie nie było glam, to jednak powód jest prosty – kręci się tam sporo dzieci, które jak wiadomo zawsze mają dżem lub inne lepidło na rękach, nawet jak nic takiego nie jadły!

Baśce jednak bardzo się to miejsce spodobało i okazało się nawet, że nie jest wybredna. Wiatr we włosach oraz kartonik mleka roślinnego i buła całkowicie wystarczyły jej jako śniadanie.

glamping