Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

W trakcie robienia obiadu Basia trochę marudziła. Musiałam kilka razy przerywać, podejść, przytulić, ucałować i z powrotem do leżaczka. Kręciłam dla Was filmik, Basia ma nosa i wie kiedy kręcę.

Gdy tylko włączyłam okap dziecko magicznie odpłynęło, więc szybciutko nałożyłam jedzenie, położyłam leżaczek do pozycji całkiem poziomej i mogliśmy cieszyć się wspólnie z Łukim niczym nie zakłóconym posiłkiem na tarasie, przy pięknej pogodzie. Skończyliśmy jeść, cichutko odnieśliśmy naczynia, Basia się troszeczkę zaczęła wiercić, ale podkręciłam okap i dalej śpi…

I co teraz?

Nie będę sprzątać bo się obudzi. Kręcenie filmiku z gotowaniem też odpada. Może nakręce gadany filmik, ale chwila, czy ona właśnie się nie budzi. No nie, chyba jeszcze nie. Posiedzę chwilkę, na pewno się zaraz obudzi. I tak czekam…

20, 30, 40 minut. Widzę, że się rusza, pokwękuje. Po kilkudziesięciu minutach „nicnierobienia”, podchodzę, przytulam, karmię i co? Znowu zasypia! A ja znowu w strachu, że za sekundę się obudzi nic nie robię! Bo przecież to nie jest jej normalna pora drzemki… Bo przecież powinna już wstać… No ale nie obudzę własnego dziecka, nawet jeśli mam chęć iść na spacer. Czekam.

Matko! Bądź tu mądra.