Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Gdzie pojechać na weekend za miasto? Fajne miejsce na kilkudniowy na wyjazd z dzieckiem? Gdzie odpocząć od szumu miasta i pooddychać czystym powietrzem? Na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w mojej nowej serii „Weekend za miastem!” :)

Gdzie spędzić weekend za miastem?

Czekałam na ten dzień bardzo długo… Już od dwóch lat obserwowałam „W Drzewach”, ale niestety nigdy nie mogłam zarezerwować tam miejsca bo trzeba to robić z bardzo dużym wyprzedzeniem – na weekend nawet rok wcześniej! Na szczęście dzięki ustawionym powiadomieniom na fanpagu w piątek o 9 rano dostałam wiadomość, że właśnie zwolniła się „Sosna” na dwie noce poczynając od dzisiaj! Powiedziałam Łukiemu o tym zupełnie niezobowiązująco, przecież mieliśmy inne plany, on miał grać w tenisa, a ja kręcić filmy… Jednak jego odpowiedź była jednoznaczna – JEDZIEMY!

Po kilku godzinach ogarniania siebie, dziecka, domu, pakowania, gotowania, żeby zużyć kilogram pieczarek, które nie mogły zostać w lodówce na weekend (zrobiłam pyszne drożdżowe paszteciki, polecam ;)) i czekaniu na Pana kuriera wreszcie znaleźliśmy się w samochodzie. Kierunek – Nałęczów! Plan? Weekend za miastem w magicznej scenerii drewnianych domków zbudowanych na drzewach.

 

„W Drzewach” szczegóły.
weekend za miastem

W Drzewach tworzą cztery domki, każdy zbudowany w oparciu o inne drzewo – Sosna, Grab, Tuja i Jodła. Każdy domek jest inny i czymś się wyróżnia. My zatrzymaliśmy się w Sośnie, która jako jedyna jest domkiem piętrowym. Posiada mały salonik na dole oraz sypialnię na antresoli. Dodatkowo Sosna jest domkiem wyjątkowym, bo główny ciężar jej konstrukcji opiera się na drzewie, inne domki mają więcej wsporników, a drzewa są raczej dodatkowe. W przyszłości chcielibyśmy jeszcze odwiedzić Tuję, która kryje w sobie nie tylko przytulne wnętrze ale też saunę! Wspaniałe rozwiązanie na zimowe wieczory, chociaż latem na pewno miło by było po gorącej sesji w saunie ochłonąć na leżakach, które można znaleźć na przynależącym do Tui tarasie.

Całość znajduje się w samym Nałęczowie, jednak po mimo bliskości innych willi, pensjonatów i domów, człowiek czuje się tam jak na odludziu. Okna naszej Sosny wychodziły na wspaniały wąwóz z którym „W Drzewach” sąsiaduje, w domku mieliśmy dostępną lornetkę, jednak nawet bez niej widzieliśmy rude kity wiewiórek biegające w górę drzew, a rano na śniegu pojawiały się ślady zwierząt, które w nocy zapewne z ciekawości podchodziły do płotu graniczącego z lasem. To tylko weekend za miastem, a człowiek czuje się jak w dżungli.

Gdzie zjeść na miejscu?
weekend za miastem

Dla mnie najważniejsze były śniadania, nie lubię rano od razu po pobudce myśleć gdzie by tu pojechać znaleźć jakieś jedzenie. „W Drzewach” śniadanie serwowane jest w koszach piknikowych przynoszonych koło godziny 9 pod drzwi domku. To rozwiązanie jest genialne w swojej prostocie, bo o ile latem zapewne pośpieszymy się z jedzeniem zawartości jednak zimą na zewnątrz jest zimniej niż w lodówce więc zupełnie nie śpieszyliśmy się z wychodzeniem z łóżka. Oczywiście po wcześniejszym ustaleniu można zmienić godzinę dostarczenia kosza.

Śniadania serwowane są w wybranej przez nas wersji – mięsnej, wegetariańskiej czy wegańskiej. Można też poprosić o wykluczenie konkretnych produktów. Pierwszego dnia dostaliśmy jogurt, którego żadne z nas nie je, ale za to znaleźliśmy hummus, który wszyscy uwielbiamy, był tak pyszny, że aż ciężko było zdecydować kto zje ostatnią łyżeczkę (wygrała oczywiście Basia). Kolejnego poprosiliśmy o dużo więcej hummusu i płatki owsiane, z których moglibyśmy zrobić owsiankę dla Basi. Dodatkowo poprosiliśmy o mleko kokosowe do kawy i dostaliśmy je jeszcze tego samego dnia – pyszne, gęste kokosowe, takie jak używamy w domu!  Co jeszcze znajdowało się w koszu? Pyszne pieczywo, warzywa, owoce (pyszne gruszki!), konfitury, dla Łukiego jajka, ser czy wędzony łosoś. A nawet taka prosta rzecz jak cytrynka do herbaty – kocham to! Dbałość o szczegóły mi imponuje. Byłam bardzo zadowolona – i najedzona, co jest naprawdę rzadkością.

W domku jest mini lodówka, czajnik i ekspres na kapsułki. Kapsułki i herbata są serwowane do śniadania i zawsze dostępne w pokoju. Około godziny 17 serwowany jest podwieczorek w formie ciasta, codziennie innego. Jeśli nie będzie Was wtedy w domku to nic! Po powrocie ciacho będzie na Was czekało na blacie śniadaniowym.

Gdzie zjeść w Nałęczowie?

Obiady i kolacje to oczywiście bardzo ważna część wycieczki.

Raz skorzystaliśmy z polecenia właścicieli i wzięliśmy na wynos jedzenie w restauracji „Patataj”, wspaniałe miejsce z super klimatem. Niestety przez ząbkowanie Basi byłam zmuszona jednego wieczoru zostać z nią w domku, jednak z relacji Łukiego wynikało, że jest tam super i zdjęcia dostępne na ich stronie idealnie oddają klimat. Zamówiliśmy sałatki z boczniakami i buraczkami oraz dużo różnych pierogów. Myślę, że w takim miejscu każdy znajdzie dla siebie coś pysznego. Jedzenie jest naprawdę świetnie skomponowane i przygotowane z dobrej jakości składników. Dodatkowo dzięki umowie między właścicielami na hasło „w drzewach” dostaniemy do zamówienia deser za darmo!

Kolejnym miejscem wartym polecenia jest restauracja ormiańska „Ararat”. Znaleźliśmy ją dzięki jednemu z blogów regionalnych, ogólnie w internecie ta restauracja właściwie nie istnieje, jednak nie ma co się dziwić – właściciel pochodzi z Armenii i prowadzi ją wraz z żoną już od dwudziestu lat. Lokalni znają ją po prostu jako kebab, chociaż jest to tylko jedna z bardzo wielu rzeczy, które można tam zjeść. Ja zakochałam się w bakłażanach faszerowanych orzechami i paście z bakłażanów, papryki i cebuli! Żona właściciela specjalnie dla mnie przygotowała duży pojemnik bakłażanów na świeżo, a do zakupienia całego słoika pasty przekonała prostym „Pani bierze, to jest pyszne”. Niesamowita jakość, autentyczność i smak. Polecam Wam ją bardzo serdecznie! Ararat znajduje się od razu przy parku w samym centrum Nałęczowa zaraz za przystankiem autobusowym przy ulicy Poniatowskiego.

Warto wybrać się też do pijalni Wedla, znajdującej się w parku od razu przy jeziorze. Tam też możecie zjeść dużo smacznych rzeczy np. pierogi czekoladowe. Dostępne są kanapki, sałatki czy podawane przez cały dzień śniadania. Możecie kupić tam czekolady, których normalnie w sklepie praktycznie na da się dostać, trufle, czekoladki i oczywiście gorącą czekoladę z dodatkami, polecam maliny w winie!

Oczywiście jeśli nie jesteście wybredni to możecie też zamówić pizzę z dowozem i cieszyć się klimatycznym wnętrzem domku bez wychodzenia nigdzie wieczorem.

 

Podróż z dzieckiem

weekend za miastem

Wyznaję zasadę, że wszędzie sobie z dzieckiem poradzę, jednak nie o samo „poradzenie” tu chodzi, tylko o to, żeby było fajnie. Partnerem „W Drzewach” jest firma Skip Hop, która zaopatruje domki w swoje zabawki i akcesoria. Powiem Wam szczerze – to jest świetna opcja. W naszej Sośnie znaleźliśmy krzesełko, talerze, sztućce, śliniak, matę podłogową i cały wór zabawek. W łazience wanienkę, a na antresoli zaraz przy naszym łóżku czekało łóżeczko turystyczne, a w nim kocyk, kołderka z poduszka, kilka przytulanek i nawet urocza lampka w kształcie sowy, którą dziecko może w łatwy sposób samo włączyć. Pierwszego wieczoru byliśmy zachwyceni, bo Baśka tak się zainteresowała nowymi dla niej zabawkami, że mieliśmy spokój na jakieś dwie godziny. Wszystkie zabawki były w dobrej kondycji, głównie drewniane, ale też kilka muzycznych. Dla starszych dzieci w szafie czekał cały wór lego, dla młodszych nadstawka na mate podłogową z grzechotkami i innymi zabawkami dla kilkumiesięczniaków.

Poza domkiem oczywiście też znajdziemy dużo rozrywek dla dzieci. Latem na pewno warto wybrać się na karmienie kaczek pływających na jeziorze w centrum miasta. Chociaż ze względu na to, że jest to weekend za miastem oraz że była zima u nas główną atrakcją były sanki i spacer po wąwozie. Całkiem dużo emocji nas spotkało w trakcie spaceru gdy wymyśliliśmy sobie nową trasę by później znaleźć się na szczycie wąwozu bez możliwości zejścia w dół. Na szczęście szybko sobie poradziliśmy, a cała sytuacja i emocje nie udzieliły się Baśce, która przespała całą akcję.

 

Czy warto?

Prawda jest taka, że pobyt „W Drzewach” do tanich nie należy, jednak jak to się mówić „Nie opłaca się, ale warto” i tak właśnie jest w tym przypadku. Płacicie za nie jak za pięciogwiazdkowy hotel, jednak wcale nie dostajecie w zamian mniej! Kiedyś mieliśmy wątpliwą przyjemność spędzenia majówki w SPA, które jest oddalone od „W Drzewach” o zaledwie 1,5 kilometra i to był zupełnie inny pobyt, bez klimatu z pozostawionym po sobie niesmakiem, który wcale nas mniej nie kosztował. W Drzewach wszystko jest przemyślane, zrobione z myślą o gościach, ich odpoczynku i żeby fajnie spędzili weekend za miastem. Właściciele i obsługa są bezproblemowi, a klimat panujący na ich posesji po zmroku zapamiętacie na długi czas i będziecie wspominać spędzając codziennie te zwyczajne, miejskie wieczory w swoim mieszkaniu. Koniecznie wykorzystajcie ten pomysł na weekend za miastem.

Zobacz VLOGa, którego nakręciłam dla Was w trakcie tamtego weekendu (kliknij tutaj)

Kontakt

Apartamenty „W Drzewach”

www – www.wdrzewach.pl

tel. 00 48 530 277 831
e-mail: info@wdrzewach.pl

adres
ul. Klonowa 2
24-150 Nałęczów

Fanpage na Facebook’u