Hasło zostanie wysłane na twojego e-maila.

Przygotowywałam się do tego bardzo długo, przeczytałam dużo publikacji, artykułów czy blogowych wpisów na ten temat. Jednak nic nie przygotowało mnie tak naprawdę na stan w jakim się znajdę.

GRUNT TO MIEĆ PLAN…

Zawsze chciałam uruchomić na blogu serię „Wegemama”. Planowałam, że od razu po zobaczeniu dwóch kreseczek na teście rozpocznę przygotowywanie dla Was inspiracji, przepisów i porad jak przetrwać każdy ze zbliżających się miesięcy. Zależało mi na tym by odżywiać się zdrowo, smacznie i różnorodnie. Plany planami, założenia założeniami, jednak rzeczywistość wszystko zweryfikowała, a ja od miesiąca praktycznie nie mogę nic jeść. 

Chwilami zachodzę w głowę jak jedzenie mogło mnie tak pasjonować? Czy to naprawdę ja spędzałam każdą wolną chwilę w kuchni, a wieczorami rozmyślałam o produktach spożywczych, które koniecznie muszę mieć i wypróbować w swojej kuchni? Oczywiście to właśnie ten blog jest dowodem na to, że właśnie tak było :)

 

NIE TAKIE STRASZNE POCZĄTKI.

Zaczęłam bardzo dobrze – na samym początku jadłam całymi dniami świeżutkie sałatki i dania z warzyw, miałam apetyt i cieszyłam się, że sławne ciążowe dolegliwości mnie ominęły. Myliłam się jednak bardzo, bo już po dwóch tygodniach zaczęłam odczuwać bardzo lekkie, acz regularne mdłości poranne, które były pierwszą rzeczą, którą czułam codziennie po przebudzeniu. Z czasem zaczęły się one nasilać, a ja już nie mogłam patrzeć na zieleninę czy jakiekolwiek warzywa. Tak naprawdę to przestałam mieć ochotę na cokolwiek i przez pewien czas żywiłam się tylko chlebem i gotowanymi ziemniakami, z których składał się jedyny posiłek w ciągu dnia – jedzony przez rozsądek. Umęczyłam się bardzo, nie zbliżałam nawet do kuchni, a co najgorsze – zaniedbałam bloga. Bardzo Was przepraszam! Tęsknię za Wami z każdym dniem co raz bardziej.

Dzisiaj sytuacja ma się trochę lepiej, odwiedziłam lekarza, który zmienił mi kwas foliowy na inny (wiedzieliście, że to właśnie kwas może powodować mdłości?) i zalecił stosowanie ziołowych tabletek pomagających uregulować prace żołądka (w składzie m.in. sławny wybawca ciężarnych – imbir). Ta mieszanka trochę mi pomogła i dzisiaj mogę już czasami coś zjeść.

 

ZACHCIANKI RZECZ ŚWIĘTA.

Teraz już wiem, że dopóki sami nie znajdziemy się w jakieś sytuacji to nie możemy innych oceniać.  Zawsze myślałam, że zachcianki to ściema. Wiedziałam, że ciężarne miewają na coś ochotę, ale przecież to tylko ochota… Często mamy chęć na lody, ale rozsądek podpowiada nam inaczej i jednak wybieramy zdrowszą wersje posiłku. W ciąży wygląda to zupełnie inaczej, właściwie to mam wrażenie, że jakikolwiek rozsądek został po prostu porzucony, a jeśli nie zjem dokładnie tego na co mam ochotę to nic innego nie przejdzie mi przez gardło. Znacie te mrożące krew w żyłach historie o facetach jeżdżących po całym mieście i poszukujących w środku nocy arbuza? To nie ściema, to sama prawda, a tym panom należy się ogromny szacun.

 

Co dalej?

Planów mam dużo, jednak tym razem podchodzę do nich rozsądnie! Chciałabym przygotować dla Was inspiracje zbilansowanych posiłków oraz porady jak przetrwać ten okres. Czy interesujacy dla Was jest temat zachodzenia w ciążę przy niedoczynności tarczycy i insulinooporności? Powiem od razu, że dieta jest kluczowa!

Dajcie znać o czym chcielibyście przeczytać i trzymajcie za mnie kciuki. Ten mały Groszek w moim brzuchu już przewrócił moje życie do góry nogami, a co dopiero będzie w grudniu, kiedy przyjdzie na Świat? ;)